Zastanawiasz się, czy świat, który nosisz w sobie, jest tylko twoim wyobrażeniem, marzeniem bez szans na spełnienie, nierzeczywistością wymyśloną przez innych zapisaną w książkach z dzieciństwa... Aż niespodziewanie pewnego dnia widzisz go, przypadkowo trafiasz na zdjęcie, film, obraz - to magiczny moment. Coś ci mówi: znajdź go! odszukaj! odważ się! Wybierasz się więc w podróż życia, a twojemu zdziwieniu nie ma końca! Tak, to miejsce istnieje naprawdę! To odkrycie daje Ci siłę i odwagę, aby otwierać się na świat - ten w sobie i wokół siebie, a radość, która Cię ogarnia popycha Cię ku ludziom, aby ich obdarzyć tym bogactwem kolorów i natchnień, które się w sobie odkrywa.

Zapraszam do mojej prowansji, może stanie się też po trosze Twoją.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksyjnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksyjnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 grudnia 2011

Prezentowo

Czas adwentu to czas oczekiwania, refleksji, tęsknot i działania. Bombardowani reklamami gonimy za atmosferą bajecznych świąt narzuconą nam z zewnątrz. A przecież święta - najbardziej rodzinne i najbardziej bolesne dla tych, którzy czują się samotni- mają tylko taki wymiar, jaki im sami nadamy. Presja porządków, gotowania, zakupów nie do przejedzenia, drogich prezentów... na swój sposób i mnie dopada zwłaszcza podczas jesiennej szarugi. Czy zdołam jej się oprzeć? czy zdołam ocalić ten delikatny płomień miłości w moim sercu? Nie dać się ogólnoświatowej gonitwie za nieistniejącym szczęściem, porzucając to, które otula mnie subtelnie na co dzień ramionami męża, rozmową o czymś ważnym lub nieistotnym, szorstką obecnością mojego nastoletniego syna zamkniętego w swojej jaskini, uśmiechem koleżanki, udanym spotkaniem, dobrym słowem, życzliwym spojrzeniem... Zatrzymać się, choćby na chwilę, aby ogarnąć to, co mam, kim jestem...Zaczerpnąć słońca z głębi swego życia i rozdać jego ciepło innym...zwłaszcza gdy tak go mało w naturze!
Ot, takie refleksje mnie dziś naszły.
A tymczasem zapraszam do mojego atelier na buszowanko kolczykowe. Postanowiłam wyprzedać kolczyki, które mi zostały i myślę, że cena, którą proponuję jest atrakcyjna. Pozdrawiam cieplutko.

piątek, 24 grudnia 2010

Radosnych świąt!





Kochani goście mojej prowansji.

Chcę Wam podziękować za Wasze odwiedziny i wszystkie miłe wpisy, jakie zostawiacie.
W Wigilię Bożego Narodzenia życzę Wam, by nie opuszczała Was nadzieja, z czymkolwiek jest ona związana i żeby twórcze poszukiwanie piękna w codzienności sprawiało radość Wam i Waszym bliskim.
Niech ten Nowy Rok przyniesie nowe wyzwania, nowe umiejętności i nowe pasje. Niech nigdy nie zabraknie przy Was bliskiego serca bijącego w Waszym ulubionym rytmie!
Radosnych świąt!

poniedziałek, 1 listopada 2010

magia złotej jesieni




Magia złotej polskiej jesieni - ulegam jej co roku.
Nie mogę się oprzeć tym ciepłym barwom, odcieniom żółci, czerwieni i brązów. Cieszę się eksplozją kolorów i malowniczością natury, która przybrawszy się w bajeczną suknię wiruje szalonym walcem odcieni, jakby chciała zapamiętać się w tym tajemniczym tańcu podległym czasowi, przemijaniu... I nie dostrzega, że gubi się w nim, zatraca, strząsając kolejne i kolejne liście, owoce i kwiaty, aż naga, osłupiała, drżąca i spłakana deszczowymi łzami, z zamglonym ze smutku wzrokiem, pozwoli się otulić puchowym futrem zimy. Jeszcze wzbrania się przed nią, grymasi, owija mglistą nadzieją, rozrzuca nerwowo splątane mgłą, poszarzałe od zgryzoty włosy, nie chce. Ale już wkrótce...

czwartek, 7 października 2010

kocie zamyślenia


Chciałabym coś napisać, zachęcona wpisami Hannah - une Femme, a jednak jakoś nie mam ostatnio blogowej weny, co pewnie dało się zauważyć. Twórczo wciąż się sporo dzieje, robię trochę biżuterii: kolczyki, obrączki, bransoletki- oto mała prezentacja, żebyście nie myślały, że bujam ;)


Tworzenie pomaga mi się zrelaksować, czy też tak macie? Ale stosunki i atmosfera w pracy robią swoje i nie umiem się odnaleźć wśród plotek, rywalizacji,hipokryzji, lizusostwa, demonstracyjnego lenistwa, które uchodzi płazem i starań, które nie są zauważane... Jest nerwowo i nieciekawie, jak nigdy. Szukam enklawy dla siebie, przestrzeni, w której pozostanę sobą i nie poczuję się kimś gorszym, czy ograniczonym cudzą niekompetencją i przerośniętą ambicją, czy wykorzystanym dla cudzej kariery, czy w jakiś personalnych rozgrywkach. A może wy, dziewczyny macie jakieś sprawdzony sposób na takie sytuacje?!

sobota, 11 września 2010

życie jest walką...

I skończyło się.Co? Coś... nie wiem, jakiś czas... Czuję, że nadszedł inny.Nie wiem, co to jest.Inny jest ten wrzesień, inni ci sami ludzie wokół mnie, inna moja sytuacja... Nie umiem tego dookreślić.Jest we mnie potrzeba zmian, tych zasadniczych... Te same zajęcia nie wychodzą tak samo...Co z tego wyniknie? Mam nadzieję, że coś dobrego.Wiem jedno- życie jest walką- o sens, o cel, o szczęście, o wolność, prawdę, o siebie...nie można się poddać, nie można się zniechęcić.Potrzebna jest dyscyplina i kondycja- cokolwiek się z tym wiąże.To ci filozofia! A, tak,taka moja, dzisiejsza.

sobota, 5 czerwca 2010

chwile, które dają szczęście...

Tytuł taki górnolotny i filozoficzny, tymczasem będzie o mojej wczorajszej wyprawie z Mają do Oleśnicy pod Wrocławiem, gdzie mieszka Agnieszka.

Dlaczego taki tytuł? Bo ta podróż wypełniła mnie refleksjami i pozwoliła przeżyć czas tak, jak lubię, dając mi poczucie sensu i zadowolenia, czyli szczęścia. Bo jak wyczytałam w czasie drogi w czerwcowej "Claudii":
"Szczęśliwe życie zapewniają proste codzienne przyjemności, a nie niezwykłe uśmiechy losu"
oraz
"Aby podnieść swoje zadowolenie z życia, warto jak najczęściej robić to, co się naprawdę lubi
!"
Ale po kolei:
1. Propozycja.Jakiś czas temu Maja zadzwoniła z propozycją wyjazdu do Agi na dwa dni w czasie weekendu Bożego Ciała. Super! Uwielbiam wypady z domu w miłym gronie, a jeszcze bardziej, gdy ktoś mi je proponuje! Oba warunki zostały spełnione ;)


2.Podróż pociągiem-lubię.
Kojarzy mi się z wakacjami, z przygodami z dzieciństwa-obozami, koloniami, beztroską, podekscytowaniem, widokami zza szyby, które lubię obserwować- te pola mieniące się kolorami, rozległe przestrzenie, często miękko falujące jak dywan rozłożony na pagórkowatej płaszczyźnie.Ta dynamika kształtów, kolorów, obrazów! W pociągu zawsze mogę od deski do deski przeczytać jakieś kobiece pismo, a w domu nie mam na to czasu ani ochoty... No i jest czas na pogawędkę, jeśli się jedzie z kimś znajomym.

3.Razem - to nie samotnie!
To było tzw."babskie" spotkanie, choć to określenie nie brzmi dla mnie swojsko, mam wrażenie, że nacechowane jest negatywnie.Wolę napisać: "to był czas kobiet". Bo my, kobiety potrafimy bardzo twórczo, konstruktywnie i przyjemnie spędzać czas.

Było więc ciasto marchewkowe, które po raz pierwszy upiekła Aga na nasz przyjazd- palce lizać!Przepis zamieszczę przy okazji. Obiecuję.
Były rozmowy o ubieraniu się i kosmetykach. Było uczenie się spękań w dekupażu, które nam nie wyszły, była nauka filcowania kwiatków - oto efekt w wykonaniu Mai:
i robienia kolczyków, ponieważ my, uczymy się od siebie nawzajem tego, co każda potrafi robić.
Te kolczyki Aga zrobiła dla mnie w 2 minuty!

Był też spacer po Ogrodzie Botanicznym we Wrocławiu zachwycającym kolorami i kształtami kwitnących właśnie kwiatów, a w nim kawa i obiad.
Miałyśmy jeszcze mnóstwo innych pomysłów, ale nie starczyło nam czasu, więc zrealizujemy je może następnym razem, choć pewnie zrodzą się kolejne, które nas pochłoną.

Ludzie szczęśliwi są mocno związani z innymi-
ich relacje osobiste są głębokie,
a życie towarzyskie bogate


tak twierdzą przedstawiciele psychologii pozytywnej. Ale to przecież oczywiste, nieprawdaż?
Dlatego wszystkim gościom mojej prowansji życzę takich głębokich relacji i takich codziennych chwil, które przynoszą zadowolenie i poczucie szczęścia!

wtorek, 11 maja 2010

Dziesiąte zdjęcie...


Podchwytując pomysł Miry, żeby pogrzebać w najstarszych zdjęciach w kompie demonstruję zdjęcie z wakacji w Korbielowie z 2005.Uznajmy, że jest ono właśnie dziesiąte z najstarszych, które na moim kompie mam, bo oczywiście trudno jest się doliczyć, czy to na pewno trafny wybór. Nie mam pamięci do nazw, więc nie powiem, co to za szczyt, a niewątpliwie jest to szczyt!Gdzieś na granicy, albo już za granicą ze Słowacją.W każdym razie dosyć mocno wiało, więc nabrałam kształtów :) To był fajny czas spędzony ze znajomymi i ich rodzinami, z moim o 5 lat młodszym niż dziś synem, no i ja też jeszcze nie skończyłam czterdziestki.Ale jednak wtedy nie robiłam rzeczy w dekupażu, nie filcowałam, francuski leżał odłogiem wspominany z nostalgią jako język, z którego zdałam maturę i nigdy nie miałam możliwości go użyć.Nie widziałam jeszcze na własne oczy Prowansji, nie uczyłam się tańca towarzyskiego i nie wiedziałam o sobie jeszcze tylu innych ważnych rzeczy!
Oj, teraz widzę, że sporo się zmieniło...myślę, że dalej będzie się zmieniać, ale stwierdzam też, że moje życie nabrało barw i nadziei, stało się bogatsze i chyba pełniejsze.Miło to sobie uświadomić.
Dziękuję Miro za zaproszenie do tej zabawy ze zdjęciami.

sobota, 1 maja 2010

Historia pewnego drzewa - ciąg dalszy i dalszy










Powracam do tematu rozpoczętego jesienią: drzewo za oknem w mojej pracy jest niezwykłe! Szczególnie jesienią, gdy liście stają się żółte, a słońce wydobywa z nich złoty blask, wówczas widok staje się fascynujący! Jest to jednocześnie temat, który niezmiennie mnie porusza- zmiana,jakiej to drzewo podlega, ma swój cykliczny, powtarzalny charakter i wydobywa prawdę o życiu - o chwilach wzniosłych i pożądanych, na które się czeka z niecierpliwością i o tych, które przychodzą niechciane, a jednak nieuchronne, by dać się znów zastąpić czymś nowym, co już było i zaskoczyć czymś pięknym, co znów nas oszałamia...

niedziela, 11 kwietnia 2010

Refleksja o tragedii 10 kwietnia 2010


Czuję, że dużo tych ciosów w nasz naród: śmierć Jana Pawła II przed 5laty w wigilię święta Miłosierdzia-jakby wczoraj, Katyń- wielka rana, która krwawi boleśnie i jakoś, do tej pory, samotnie, a teraz jeszcze ten cios- śmierć tylu ważnych dla narodu ludzi również w wigilię Miłosierdzia...
Jesteśmy doświadczani cierpieniem jako społeczeństwo, ta tajemnica, symbolika dat, miejsc i czasu przekracza nasze ludzkie rozumienie.Nie wiem,czy możemy dociec;" dlaczego", ale na pewno możemy przewartościować nasze relacje, naszą politykę i tę na dużą, narodową i światową skalę i tę na skalę rodziny, miejsca pracy, znajomych...Tak, bądźmy razem, ale tak prawdziwie, nie obok siebie, tylko ze sobą. Niech ta ofiara nie będzie daremna, niech będzie jak ziarno rzucone w w ziemię i zroszone łzami, które wyda owoc obfity...

sobota, 3 kwietnia 2010

W poszukiwaniu Życia...

Wielkanoc to dla mnie taki szczególny czas. W domu raczej panuje cisza, potrzebuję jej, żeby odpocząć od zgiełku świata i jego różnych, nerwowych spraw. W tej ciszy czekam na wyjątkowy głos- ten, którym mówi do mnie Bóg. Szukam Go, próbuję zrozumieć Jego tajemnicze istnienie w moim życiu. Poprzez różne zdarzenia, osoby, słowa dociera do mnie, że On mnie kocha, że jest przy mnie od samego początku, że pragnął moich narodzin nawet wtedy, gdy jeszcze nikt ich nie pragnął. Pośród tych zapewnień próbuję doświadczyć realnie tej prawdy o Miłości, której nie rozumiem. Jest to dla mnie tym trudniejsze, że nie miałam szczęścia czuć się kochaną ani zbyt długo, ani zbyt wiernie.Więc chcę doświadczyć, czym jest prawdziwa Miłość.I odkrywam, że jest Inna. Inna, niż się spodziewałam, inna, niż moja miłość i że kieruje się zasadami dla mnie niepojętymi. Uczę się jej języka, który nie należy do najłatwiejszych. Jednego jestem jednak pewna.Ta miłość jest niezawodna i wierna. Mogę jej zaufać nawet wtedy, gdy jej nie rozumiem...


Kochani, życzę Wam doświadczenia miłości Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego prawdziwie Boga.

poniedziałek, 8 marca 2010

Czas dam

Dzień właściwie już minął, ale nie jest jeszcze za późno, aby to co mnie miłego spotkało, posłać dalej i oddać z bukietem tulipanów. Niewiasty, białogłowy, dziewczyny- celowo unikam słowa "kobiety", ponieważ jeszcze nasz romantyczny wieszcz Adam używał go w znaczeniu niemal obraźliwym, gdy pisał "Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto! Postaci twojej zazdroszczą anieli (...)", a potem to już się nie nadaje do powtórzenia ;) W średniowiecznej zaś kulturze rycerskiej białogłowa, dama była otaczana należną czcią nie tylko ze względu na swoją urodę, ale i niewątpliwe przymioty ducha!I z tegoż powodu chciałabym uczcić wszystkie damy, które zagościły w mojej prowansji i ofiarować im bukiet pachnących, świeżych tulipanów oraz jedyny w swoim rodzaju wirtualny sernik "zero kalorii", który można spożywać bez konsekwencji, że poprawi jakość naszego cellulitu.

W tym miejscu pragnę również serdecznie podziękować za wyróżnienia, które niespodziewanie otrzymałam, a które sprawiły mi mnóstwo radości:
Mireczko, masz wspaniałą umiejętność roztaczania ciepła wokół siebie.Dziękuję za wyróżnienie!
Jasnobłękitna - merci za uznanie dla moich prac i poczucie kociego humoru :)
Mam też i ja swoje typy na wyróżnienia, ale brakuje mi jeszcze umiejętności związanych z ich przekazywaniem.Jak już to "rozgryzę", chciałabym nie pozostać dłużną, bo dobro należy dzielić, aby je mnożyć, nieprawdaż.Całuski!

piątek, 5 marca 2010

Ocalić chwile, choćby na chwilę!


Piątkowy poranek w moim domu, taki podobny do wszystkich poranków rozpoczynających mój dzień od kilku miesięcy. Od kiedy mieszkanie po moich rodzicach,czyli mój tzw. dom rodzinny, o ile domem można nazwać maleńkie mieszkanko w wieżowcu na dziesiątym piętrze na szczecińskim osiedlu - szczyt, ale chyba nie marzeń - a jednak od kiedy stało się naprawdę moje, od kiedy udało mi się je urządzić "po mojemu", czuję każdy dzień w nim spędzony jakoś inaczej, pełniej, szczęśliwiej. I lubię, kiedy budzi mnie wschód słońca otwierającego swoje czerwone, pomarańczowe i wreszcie złote oko nad budynkami, drzewami , osiedlami od lat zabudowującymi mój horyzont...Słoneczne mrugnięcia wślizgują się do mojego pokoju, głaszczą mnie po policzku, zachęcają do wstania.Podążam za nimi do mojej małej kuchenki i wpadam w zachwyt, widząc, jak smugi światła leniwie przeszukują zakamarki,myszkują, szukając czegoś na blacie, szafkach, sięgając do "najdalszych" zakątków i rozświetlając je zwycięsko.
Z półmroku zaczyna wyłaniać się nowy dzień.Z pokoju dobiegają mnie wciąż niezrozumiałe, ale jakże miłe dla ucha francuskie dialogi z TV5MONDE, którą włączam, żeby złapać akcent, jakieś nowe słówko, czy wreszcie zrozumieć zawiłości francuskiej składni...
Woda w czajniku bulgocze, by za chwilę zamienić się w napój o miodowej barwie, którego smak podkreślony zostaje plasterkiem cytryny i delikatnością filiżanki z białej porcelany w drobne kwiatki i motylki, którą dostałam od pewnej wdzięcznej mi osoby.(Kiedy byłam w Wersalu w tamtejszym sklepiku kupiłam sobie do kompletu kubek w niemal identyczny wzór z monogramem Marii Antoniny, która niestety została ścięta przez rewolucjonistów).
Zasiadam na moim wysokim "prowansalskim" hokerze i popijając poranną herbatę niespiesznymi łykami przyglądam się miastu z góry.Ludzie idący do pracy podążają szybkim krokiem, ci z psami zatrzymują się, pozwalając zwierzynie zażyć wolności.Samochody jeden za drugim suną, wioząc swoich pasażerów ku miejscom, które nadadzą sens ich dzisiejszemu wysiłkowi. Przede mną przelatują majestatycznie jakieś mewy,czasem para gołębi, sroka, gawron i inne, drobniejsze ptactwo.Przyglądam się ich rozpostartym skrzydłom i przez chwilę fascynuje mnie zjawisko grawitacji, która nijak się ma do zawieszonego w powietrzu ptaka, któremu nawet nie chce się machać skrzydłami! Dopijam ostatni łyk bursztynowego napoju i zwlekam się niechętnie z krzesła.Brat słońce próbuje mnie zatrzymać, łapiąc swymi długimi, świetlistymi rękoma za szlafrok. "Nie, niestety, muszę już iść, bo spóźnię się do pracy" odpowiadam mu w myślach i próbuję się zdyscyplinować.


Takie wspomnienie chciałabym zapamiętać. Życie przecież toczy się tak szybko i wciąż coś się w nim zmienia...

wtorek, 9 lutego 2010

Uwielniam jak powstaje wzór!





Obudziłam się rano pełna emocji po zdarzeniu, które miało miejsce wczoraj.Dialogi, które prowadziłam w swoich myślach nie dawały mi spokoju.Na sen też już raczej nie było szansy, więc co... decoupage! Świecznik i podkładki pod kubki dla Elizy do jej świeżo wymalowanego pokoju. I kiedy tak kleiłam, układałam, komponowałam, moje myśli zaczęły zwalniać, poukładały się w inne, spokojniejsze kombinacje i powoli zaczęłam odzyskiwać równowagę.Wtedy właśnie naszła mnie taka reflekcja, że zarówno w życiu, takim często składającym się z różnych nie bardzo wiążących się ze sobą kawałeczków, jak i w decoupage'u, patchworku itp. najbardziej radosny i twórczy dla mnie jest ten moment, gdy kawałeczki, które niedawno należały do obcych sobie rzeczywistości i same w w sobie nie wydawały się już może ciekawe, ułożyły się w nową formę, zyskały nowy, zaskakujący i nierzadko piękniejszy sens.Dla tego momentu, dla tej chwili, lubię tworzenie.W życiu to jest trochę bardziej skomplikowane, a i efekt nie zawsze doczekany, a jednak to podobieństwo daje nadzieję, że choćby resztki, które mamy do zagospodarowania wydawały się niespójne, bylejakie, mało ineresujące,bez szans, to jednak dobry Artysta potrafi dostrzec i skomponować z nich coś niezwykłego, niebanalnego, zaskakująco pięknego.