Jakoś nie mogę pozbyć się smutku i melancholii, które trzymają mnie od początku tych "magicznych"- jak je nazywają wszędzie świąt. Może i one są magiczne, jak się jest szczęśliwym i ma pełną rodzinę... ja czuję się w takim czasie wyjątkowo nieswojo- samotna, nierozumiana...
Ale nie chcę epatować tu na Was moim smutkiem- ratuję się jakoś tworzeniem. Wczoraj znów spotkałyśmy się na KSUT -ach z dziewczynami.Temat był zasadniczo dowolny- porady, filcowanie, decoupaż- na co kto miał ochotę. Ja wykończyłam serwetnik w prowansalskim stylu- z reliefem, postarzeniami, spękaniami, w bieli przybrudzonej patyną i starym złotem pod spodem. Coraz bardziej podobają mi się takie rzeczy- jakby wydobyte ze starego prowansalskiego kufra, odnalezione na strychu, wygrzebane z niepamięci... Jestem z niego bardzo zadowolona.
A w efekcie naszego spotkania jak zwykle zrodziło się coś nieoczekiwanego - broszki z orgazy. Nakładane na siebie kółka z tego delikatnego materiału przypaliłyśmy nad świeczką po brzegach, żeby się nie strzępiły, a potem pozszywałyśmy ze sobą. Z tyłu przyszyte jest zapięcie, a z wierzchu koralik. I oto broszka do jakiejś codziennej lub wieczorowej kreacji!
Pozdrawiam jak mogę najserdeczniej- bawcie się fajnie na sylwka i Do Siego Roku!