Dużo by pisać o tym, co działo się w ciągu tego pół roku od ostatniego postu. Moje życie nabrało nowych barw i nowego tempa. Teraz dzieje się ono nie tylko Tu, gdzie do tej pory żyłam, ale i Tam, gdzie nie marzyłam nawet, że będzie moje miejsce!A przechodząc do rzeczy, chciałabym pokazać wam pokój lawendowy, wciąż dopieszczany, ale już ulubiony.
Pokój na początku wyglądał tak:



Pierwszym krokiem było pomalowanie ścian w kolorze wrzosowym. Nawet nie przypuszczałam, że ten kolor tak znakomicie wygląda w sypialni.Rano przez okno obrośnięte winobluszczem wpadają promienie słońca, szczególnie intensywnie rozświetlając główkę słonecznika rosnącego koło okna.
Następne było łóżko, które pomalowane zostało na biało

oraz kupiona w Czaczu za stówkę drewniana komoda pomalowana, postarzona, udekorowana szablonowym wzorem i motywem z lawendą.

Obowiązkowym elementem kojarzącym mi się z moją ukochaną Prowansją była też półka zawieszona nad łóżkiem na kupionych w Castoramie i maźniętych bielą wspornikach, na której postawiliśmy ramki ze zdjęciami. Pod spodem konieczny stał się snopek świeżo ściętej lawendy z ogródka i kilka innych drobiazgów: a to drewniane serduszka, ceramiczny dzwoneczek, czy znaleziona w lumpach zawieszka z bawełnianej koronki na papier czy ściereczki.

W sypialni nie może zabraknąć lampek, które wieczorem tworzą właściwy temu miejscu nastrój. My naszą zrobiliśmy z butelki po dobrym francuskim alkoholu i z abażura zakupionego w Leroy Merlin.

Nad drzwiami zawisnął wycięty ze sklejki zegar z motywem kawiarenki i napisem Paris, który odmierza czas dzięki mechanizmowi odzyskanemu ze starego i tandetnego zegara walającego się po kątach.
I jeszcze kilka drobiazgów w prowansalskim stylu: lusterko, świeczniki, tacka...

Muszę uważać, żeby nie przesadzić z tą lawendą ;) ale z efektu jestem bardzo zadowolona. Teraz, kiedy jestem Tu, to tęsknię do mojego lawendowego Tam. Ale najważniejsze, że i Tu, i Tam jest mi dobrze, bo jestem z Nim!